Postindustrialna Ostrawa – kompleks Witkowice i kopalnia „Michał”

Ostrawa nie jest najbardziej popularnym turystycznie miastem Czech, ale miłośnicy przemysłowych klimatów, dobrego jedzenia i fantastycznych widoków mogą być naprawdę pozytywnie zaskoczeni. I choć sami, pewnego słonecznego poranka, postanowiliśmy, że za dwa tygodnie wyruszymy do sąsiadującej z Polską Ostrawy (mieszczącej się zaledwie 20 km od polskiej granicy) – kompletnie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że tak nas to miejsce zauroczy.

Dużym zaskoczeniem był sam fakt, że Ostrawa pochodzi z XIII wieku. Niestety, większość zabytków (jak nie wszystkie) datowana jest na XIX lub XX wiek. Zatem fani starych, majestatycznych budowli mogą poczuć się rozczarowani. My jednak od samego początku zainteresowani byliśmy przemysłowym obliczem Ostrawy, a naszym celem – w trakcie krótkiego trzy dniowego city breaku – były Dolne Witkowice oraz kopalnia węgla „Michał”.

Kopalnia węgla „Michał” w Ostrawie

Na samym początku, aby nabrać jeszcze bardziej ochoty na industrialną historię Ostrawy, wybraliśmy się do niewielkiej kopalni węgla, która przestała funkcjonować dość niedawno, bo w 1994 roku. I choć rzeczywiście widzieliśmy większe obiekty przemysłowe to ten jest niewątpliwie jednym z lepiej zachowanych.

To co ważne i należy wspomnieć to fakt, że  sama kopalnia wiązała się z myślą przewodnią ówczesnego państwa austriackiego, które mocno inwestowało w rozwój przemysłu węglowego, jako kluczowej gałęzi przemysłu w ogóle. Dlatego drążenie pierwszych tuneli zaczęło się już w 1843 roku – pierwszy z nich nazywał się „Ferdynand” i działał przez około 40 lat. Drugi nazwano „Michał” od zmarłego radcy dworu – Michaela Laiera.

Dziś to doskonale zachowany kompleks budynków – przekraczając bramy obiektu można dosłownie od razu cofnąć się w czasie. Całość jest spowita niesamowitym odcieniem cegły oraz rdzy. Smaczkiem całości jest również fakt, że nie tylko budynki są tu w świetnym stanie! Bardzo dobrze prezentują się również maszyny wyciągowe, przetwornice, maszyna parowa czy pozostały sprzęt górniczy.

Symbolem kopalni węgla „Michał” jest ponad 41 metrowa wieża wyciągowa, która posiada dość rzadko spotykany półkolisty dach. Całości dodają zwisające liny, które sugerują, że kopalnia w ogóle nie zatrzymała się w czasie. Współczesne władze kopalni zaaranżowały powierzchnię (zarówno tę wewnątrz budynków, jak i poza nimi) w taki sposób, że odwiedzający obiekt mogą pomyśleć, iż znaleźli się w czasie ostatniego dnia pracy w kopalni.

Nas to miejsce całkowicie urzekło i w ogólne nie dziwimy się temu, że Czesi postanowili kopalni „Michał” nadać status Narodowego Zabytku Kultury Republiki Czeskiej.

Kompleks Witkowice – postindustrialna perła Ostrawy

Kiedy szukaliśmy informacji na temat potencjalnych miejsc, które moglibyśmy zobaczyć, będąc w Ostrawie poraziły nas zdjęcia z huty Witkowice. Gigantyczny, rdzawy kolos pośrodku jednego z największych miast Czech. Wiedzieliśmy jedno – jarząbkowa stopa musiała się tam pojawić!

Teren Huty Witkowice jest w dużej mierze otwarty, dzięki czemu turyści nie są zmuszeni do zakupu biletu. Zatem jeśli jesteście średnio zainteresowani historią tego miejsca, to z pewnością taka forma zwiedzania w zupełności wystarczy. Jest sporo miejsc do wykonania sesji zdjęciowych, ale brak zakupu biletu ma jeden podstawowy minus. Nie będziecie mogli wybrać się na wyższe partie kompleksu i zobaczyć, jak wszystko prezentuje się z góry.

My zdecydowaliśmy się na dwugodzinną wycieczkę w języku czeskim (koszt to 40 złotych od osoby dorosłej). Uznaliśmy, że zazwyczaj nie mamy problemu z porozumieniem się z Czechami, więc i w tym przypadku wyszliśmy z tego samego założenia. I pewnie nie byłoby problemu, gdyby przewodnik nie mówił tak szybko jak to miało miejsce 🙂 Podejrzewamy, że z wycieczki w języku angielskim wynieślibyśmy dużo więcej. Dlatego zastanówcie się dwa razy, zanim podejmiecie ostateczną decyzję.

Trochę historii o Witkowicach…

Historia huty Witkowice sięga aż 1824 roku, kiedy to w tym samym miejscu została założona huta żelaza „Rudolf” – tak wówczas nazywał się właściciel obiektu. A był to obiekt niezwykły, ponieważ w tamtych czasach nigdzie w Europie nie przeprowadzano tak skomplikowanego procesu technologicznego jak właśnie tutaj. Działania te nieprzerwanie trwały a do 1998 roku, ale zamiast oddać kompleks w łaski nieustannie płynącego czasu Czesi postanowili zrobić coś z goła innego. Doskonale wykorzystali swoje przemysłowe dziedzictwo i szokują nim nadal.

Kompleks Witkowice musiał powstać i powstałby tak czy inaczej. Czemu? Przede wszystkim dlatego, że niedaleko odkryto ogromne złoża węgla. Dodatkowym plusem była również blisko położona rzeka Ostrawica. I tym sposobem w 1828 roku zaczęto budować kompleks. Choć już trzy lata później przejął go Salomon Rothschild – wiedeński bankier.

Przejęcie huty było kluczowe dla Cesarstwa Austriackiego, bo to właśnie tutaj produkowano zwrotnice kolejowe, szyny, wagony czy elementy mostów – niezbędne do budowy Kolei Północnej, która miała prowadzić z Wiednia do Bogumina.

Przez kolejne lata wybudowano w okolicy huty osiedla mieszkaniowe dla jej pracowników (w najlepszych latach w Witkowicach pracowało ponad 20 tysięcy osób). Robotnicy mieli nie tylko gdzie mieszkać, ale również gdzie się modlić, leczyć czy posyłać dzieci do szkoły. Dodatkowo teren samego kompleksu zwiększył się do 501 hektarów.

Huta Witkowice funkcjonowała nieprzerwanie przez 170 lat. W tym czasie wyprodukowała:

  • 90 milionów ton surówki żelaza
  • 40 milionów ton koksu

Aby zrealizować takie ilości potrzebowała niemal 200 ton różnych surowców.

Witkowice współcześnie

Dziś huta Witkowice nadal poraża swoją wielkością, a jej czterema najważniejszymi obiektami są: wieża Bolt, aula Gong, Wielki Świat Techniki oraz Hlubina. To co przykuło naszą uwagę, a jednocześnie bardzo się spodobało to zadbanie o to, aby Witkowice były zarówno spuścizną i symbolem czeskiego przemysłu, ale także ośrodkiem kulturalnym.

To właśnie w tym miejscu odbywają się jedne z największych czeskich festiwali czy koncertów. To właśnie tutaj postarano się o to, aby rdzawe przestrzenie były ozdobione sztuką. Dodatkowo miejsca, które z założenia nie mają w sobie żadnego uroku przerobiono na ciekawą alternatywę dla kawiarenek czy miejsc, w których po prostu można spokojnie wypocząć.

Dla nas wycieczka do Ostrawy była totalnym zaskoczeniem, ponieważ nie spodziewaliśmy się, że postindustrialne klimaty tak bardzo nam się spodobają. Zatem, nawet jeśli nie jesteście do końca przekonani, czy wartu tu przyjechać to chociaż spróbujcie. Dajcie się zaskoczyć tak jak my!

Comments

comments