Jestem żoną terrorysty Laila Shukri

Jestem żoną terrorysty

Och, jak my dużo pozytywnych opinii słyszeliśmy o wcześniejszych bestsellerach autorki, która pisze pod pseudonimem Laila Shukri. Kiedy na półce najpopularniejszych książek zobaczyliśmy tę pozycję uznaliśmy, że my też musimy ją przeczytać. Ponieważ w 2019 roku stawiamy przede wszystkim na podróże do krajów muzułmańskich, to bardzo chcieliśmy zagłębić się w literaturę, która przybliży nam tamtejszy świat – nie koniecznie ten dobry. Właśnie dlatego sięgnęliśmy po „Jestem żoną terrorysty”, kolejny bestseller Shukri.

Bardzo długo zastanawialiśmy się nad tym, co napisać i jak napisać, żeby było dyplomatycznie. Niestety, żadni z nas dyplomaci i owijać w bawełnę nie potrafimy. Zamiast tego postanowiliśmy – jak to Jarząbki – napisać wprost to co nas rozczarowało, ale i zaskoczyło.

Ogromnym plusem jest fakt, że autorka osadza bohaterów wśród muzułmańskich pojęć, tradycji oraz zwyczajów. Nie tyle co muzułmańskich, ale również marokańskich. Robi to w taki sposób, że czytelnik zagłębia się nie tylko w historię postaci, ale przede wszystkim ma możliwość poznać i kulturę, i zwyczaje, które jak się później okazuje nabierają głębszego znaczenia. Czytając czasem ma się wrażenie, że strony książki zaczynają pachnieć przyprawami, które autorka opisuje. Dla kogoś, kto ma zamiar wyjechać w stronę Maroka (bo tam odbywa się część fabuły) to swego rodzaju przewodnik.

Jestem żoną terrorysty Laila Shukri

Niestety, język bohaterów często sztuczny, nad wyraz romantyczny, a i zdarza się że zbytnio encyklopedyczny wywołał w nas zniesmaczenie. Rozumiemy, że główna bohaterka nic wcześniej o tamtym świecie nie wiedziała, ale czasem zachowuje się jak mała owieczka. Słodka mała owieczka, która łyka wszystko co popadnie, bez żadnej refleksji. Klaudia – główna bohaterka – jest dla nas prosta, płytka i po prostu rozczarowująca. To panienka, która początkowo nie wie, czego chce, ale dziwnym zbiegiem okoliczności zaczyna rozumieć, co potrzebne jest jej do życia w ramionach przystojnego Marokańczyka. Pomijając narodowość jej ukochanego, śmiemy stwierdzić, że takich utartych schematów jest dość wiele. I pod tym kątem Shukri jakoś nas nie porwała.

O ile na początku lektury możemy zderzyć się z marokańską kulturą i z dialogów bohaterów wycisnąć naprawdę interesujące informacje na temat kraju, do którego pojechali, o tyle później akcja zaczyna się zaostrzać. Czytelnik zostaje tak samo brutalnie (jak Klaudia) przeniesiony w świat przemocy, poniżania i hierarchii. Każda kobieta wie gdzie jej miejsce i za co jest odpowiedzialna. W tak sztywnych regułach trudno jest odnaleźć się młodej Polce, która oprócz braku wolności zaznaje brutalności i przemocy.

Jestem żoną terrorysty Laila Shukri

Zgodnie uznaliśmy, że sama historia opowiedziana przez Laile Shukri ma spory potencjał; pikanterii dodaje fakt, że książka powstała (podobno) na podstawie prawdziwych wydarzeń. Niestety samą lekturą jesteśmy mocno rozczarowani. Przede wszystkim na pewno nie można tej pozycji zaliczyć do literatury pięknej. Zwyczajnie nie pozwala na to sfera językowa. Jeśli zdarzyło się kiedyś komuś przeczytać książkę, która miała być łatwa i szybka w przeczytaniu to „Jestem żoną terrorysty” jest idealnym przykładem takiej pozycji. Wydaje nam się, że język stosowany przez autorkę powoduje, że sama książka staje się dużo płytsza. A przecież poruszane tematy do takich nie należą! Dlatego nasz odbiór lektury zrzucamy przede wszystkim na warstwę językową.

Przez to niestety śmiemy stwierdzić, że Laila Shukri stworzyła historię z ogromnym potencjałem, ale dla mało wymagającego czytelnika. Ten bardziej wytrawny może zauważyć nie tylko prosto budowane zdania, ale również to że zakończenie jest niezwykle naciągane, jakby brakowało pomysłu na to, w jaki sposób pomóc naszej bohaterce.

I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa. Raczej nie polecamy „Jestem żoną terrorysty” do czytania przed wyjazdem do Maroko. Zdajemy sobie sprawę z tego, że przez większość ludzi świat muzułmański odbierany jest dość negatywnie. Niestety i w tym przypadku autorce nie udało się pokazać, że nie każdy muzułmanin jest terrorystą. Wręcz przeciwnie. Wydaje nam się, że niektórzy po takiej lekturze mogą dalej budować błędne wyobrażenie na temat ludzi oraz krajów, w których dominującą religią jest islam. Zatem, jeśli jednym z Waszych celów na kolejny rok będzie destynacja przepełniona kulturą muzułmańską, to „Jestem żoną terrorysty” lepiej zostawić na później i za wcześniej się nie zniechęcać.

Comments

comments