Jarząbki śpią na pieniądzach, bo stać ich na podróże

Historia naszych wspólnych podróży jest dość prosta. Po prostu pewnego dnia Sonia stwierdziła, że nie chce odkładać wszystkiego na później, patrzeć jak z życia korzystają inni. Bo wiecie, w naszym społeczeństwie istnieje schemat, którego „wypada się” trzymać. Studia, stała praca, małżeństwo, kredyt, dzieci. W innym przypadku jest się odmieńcem. Uwierzcie, wielokrotnie nas to spotyka.

A tymczasem postanowiliśmy przestać trzymać się z góry ustalonym standardom i zacząć kreować własne. Zatrzymaliśmy się na etapie małżeństwo (ślub wzięliśmy dlatego, że od ponad 12 lat jesteśmy razem, dochodząc jednocześnie do wniosku, że w tym temacie nic się nie zmieni) i przejrzeliśmy na oczy. To była najlepsza decyzja życia!

Ciężka praca

Kiedy rozmawiamy z nowo poznanymi osobami, a one dowiadują się, że sporo podróżujemy, to jakby się tą dyskusją nie sterowało – zawsze schodzi na temat finansów. Jesteśmy osobami, które nie widzą problemu w zdradzaniu takich „sekretów”, ale z czasem sama tematyka zaczyna nas drażnić. Czemu? Bo większość osób patrzy na nas, jakbyśmy spali na pieniądzach. Nie wiemy czy mieliście możliwość spotkać się z oceniającym wzrokiem takiego człowieka. Jeśli nie – uwierzcie, nic przyjemnego. A co kryje się za takim wzrokiem? Banalne pytania i z góry postawiona ocena wobec nas.

„Jarząbki z kasą nie mają co robić”

Wbrew pozorom wydatków mamy tyle co inni. Mamy te same problemy finansowe. Podróże nie nauczyły nas oszczędności – tego nauczyliśmy się w domu. Wyjazdy pokazały nam tylko, że domowym budżetem można zarządzać dużo efektywniej. Oboje pochodzimy z niemajętnych rodzin, w których pieniądze się liczyło i w których szacunek miało się do każdego grosza. Takie podejście wyssaliśmy i do tej pory łapiemy się na tym, że wydatki potrafimy wyolbrzymiać. Co z drugiej strony ma swoją korzyść. Umiemy robić dokładny research i znajdować okazje – w tym oczywiście podróżnicze. Ale to tylko jedna kwestia.

Sposoby na zwiedzanie

Nikt z osób oceniających nas jako ludzi, którzy nie mają co z pieniędzmi robić, nie zdaje sobie sprawy z tego, że pracujemy po godzinach. Sonia przykładowo bierze zewnętrzne zlecenia, zarabiając niejako na podróżnicze plany. To jest naprawdę ciężka praca w imię realizacji marzeń. Bywa tak, że ze zmęczenia zasypia przed 20. Bywa, że wstaje przed piątą, kończy zlecenie zewnętrzne, a później zasuwa do firmy, w której pracuje na etacie. To wiemy tylko my. I oczywiście nic w tym złego, ale zanim ocenicie nas kolejny raz, zadajcie sobie trud, stawiając kolejne pytania, np.: „W jaki sposób zarabiacie na marzenia i jakim kosztem to robicie?”. Jesteśmy bardzo otwartymi osobami i nie boimy się odpowiadać.

Nie mają dzieci – jest im łatwiej i taniej

To jest temat, w którym teoretycznie wypowiadać się nie powinniśmy, bo rzeczywiście – dzieci nie posiadamy. Świadomie! Bo kwestia tego, że jesteśmy oceniani również pod kątem nieposiadania potomstwa to zupełnie inna sprawa. Dla jednych jest to kompletnie niedorosłe podejście, dla drugich zrozumiałe. To długi temat i nie o tym miało być.

Ile to razy słyszeliśmy, że bez dziecka jest łatwiej i w ogóle. Serio?! To dla nas żaden argument. Bo zarówno posiadając dziecko, jak nie posiadając wszystko rozchodzi się o podejście do życia. Bardzo możliwe, że kiedy zdecydujemy się na dziecko będziemy podróżować mniej, nie tak intensywnie, ale… nie przestaniemy podróżować w ogóle. Na pewno zmieni się nasz styl zwiedzania, na inne rzeczy zaczniemy zwracać uwagę, ale z podróży nie zrezygnujemy. Jeśli dla kogoś życiem, spokojem wewnętrzym i radością jest ognisko domowe (swoją drogą super!), tak nam oddychać dają wyjazdy. I wyjazdów z dzieckiem się nie boimy, bo nasi rodzice pakowali nas do PKSa i tarabanili się z nami nad morze czy w góry. Żyjemy, a do tego mamy genialne wspomnienia!

Wycieczka do Rzymu

Jeśli chodzi o pieniądze… z założenia i cech osobowościowych staramy się podróżować tanio. Ostatnio kupiliśmy bilety na Majorkę, a za bilety dla dwóch osób zapłaciliśmy 38 złotych. Można? Można! Jednak od jakiegoś czasu decydujemy się na oszczędności (np. taniej kupić bilet), by na miejscu spróbować tego co nam się wymarzyło (np. lokalnego jedzenia). Kwestia oszczędności to pojęcie względne, więc bardzo możliwe, że ostatecznie wydajemy tyle co inni. Oszczędzając na czymś i przepłacając na zachciankach. Czemu? Bo podróże mają dawać nam radość i ostatecznie ta idea nam przyświeca.

Do czego zmierzamy? Do tego, że podróżników bez dzieci traktuje się, jak gorszy byt. Byt, który nie zna życia, problemów normalnych ludzi; który ma pieniądze na wszystko. Nie czujecie, że w tym wszystkim tkwi straszna zazdrość? Czy tylko my tak mamy?

Mają bloga – bogacze!

Historia założenia bloga jest banalnie prosta. Już po pierwszym wyjeździe, który w całości organizowaliśmy sami i po którym nasi znajomi wiedzieli, ile dokładnie wydaliśmy na jedną osobę, zaczęli zadawać nam pytania. Mnóstwo pytań! Tak powstał pomysł założenia bloga, do którego mogliśmy odsyłać ludzi, nie zmuszając się do ciągłego opowiadania o tym samym. O ile bardzo lubimy rozmawiać i opowiadać, o tyle z czasem wałkowanie tego samego tematu staje się strasznie nudne i męczące.

Zaczęliśmy pisać, dużo pisać… opowiadaliśmy nie tylko o naszych przygodach, ale zdradzaliśmy tańsze trasy dojazdowe (np. jak tanio dostać się do Kanionu Okatse w Gruzji), mówiliśmy o tym, że wskazówki na innych stronach nie są już do końca prawdą (spradź nasz tekst o dojeździe do Mediolanu) rozwiązania „po kosztach” w założenia drogim kraju (np. wpis o mobilnym noclegu na Islandii), opisywaliśmy miejsca, które warto i nie warto zobaczyć (zajrzyj do wpisu o zabytkach w Brukseli), a ponadto opowiadaliśmy o ciekawostkach przywiezionych z danego kraju (największą popularnością cieszy się ciekawostki o Tajlandii, Islandii i Gruzji) . Dzielimy się do tej pory wrażeniami z każdej podróży, a to niestety wymaga czasu. Najpierw trzeba zdać sobie sprawę z tego, co chce się napisać. Później trzeba to zrobić, obrobić zdjęcia, opublikować. Pomijamy fakt, że prowadzenie samych profili Social Media jest jeszcze bardziej czasochłonnym zajęciem.

Z czasem ta praca zaczęła przynosić efekty, bo na blog trafiali ludzie prosto z Google’a. Komentują nam wpisy, czasem odzywają się do nas bezpośrednio na Facebooku. Bardzo często na koniec takiej rozmowy dostajemy same pochlebne słowa, które powodują, że chcemy działać dalej.

Dlaczego jednak takie duże zdziwienie pojawia się, kiedy informujemy o tym, że zdarza nam się współpracować z markami. Kurcze… w końcu my na to właśnie pracujemy. Tak jak w życiu zawodowym chcemy piąć się po wierzchołkach kariery, tak samo chcemy się rozwijać w świecie blogowym. I może będzie to nieskromne, ale wydaje nam się, że idzie nam to coraz lepiej!

W 2018 roku mieliśmy szansę współpracować z firmami świadomie. Strach był ogromny, bo pomysłów mamy wiele, ale i wymagań kilka. I te wymagania najczęściej powodują, że firma postanawia nie rozpoczynać z nami wspólnych działań. Szczerze…  kiedyś się tym przejmowaliśmy, zapewne jak każdy autor młodego bloga. Dziś z uniesioną głową do góry możemy powiedzieć – współpracowaliśmy z firmami, które lubimy, z których usług lub produktów korzystaliśmy (jak nie teraz to kiedyś) i które z czystym sumieniem możemy polecić. Co więcej! Kilka firm otrzymało od nas: NIE! I to uważamy jest największym powodem do dumy. Ponadto, staramy się nie psuć rynku, a do każdej współpracy dorzucamy od siebie coś extra, bo takie zaangażowanie procentuje. Wiemy, bo te same firmy do nas później wracają! 😊 I to cieszy!

Zamarznięte jezioro na Islandii

Zatem tak, udaje nam się zarabiać na blogu. Nie są to kokosy, nie rzuciliśmy przez to pracy. Blog traktujemy jako dodatkowy zarobek (tak samo, jak nasze zewnętrzne zlecenia), który czasem wpada, a czasem długo trzeba na niego czekać. Porównując ilość naszej dotychczasowej pracy nad blogiem, do tego ile zarobiliśmy, możemy śmiało powiedzieć – nijak ma się to do siebie. Może gdybyśmy byli pełnoetatowymi blogerami sytuacja wyglądałaby inaczej. My jednak świadomie nie rezygnujemy ze swoich aktualnych prac, bo taka jest nasza decyzja. Taki model życia nam pasuje.

Zanim jednak ktoś znowu stwierdzi, że Jarząbki-blogerzy to ludzie, którym hajs wylatuje z kieszeń, musimy powiedzieć – chcielibyśmy tak, ale realia są zgoła inne. Blog prowadzimy, bo chcemy, a wszystkie współprace, które się wywiązują, traktujemy jako docenienie naszej dotychczasowej pracy. Fajnie, jakby ludzie zaczęli traktować to w ten sam sposób, zamiast oceniać nas pod kątem wielkości portfela.

Generalnie przestaliśmy rozmawiać z ludźmi na temat naszej działalności. O tym temacie dyskutujemy wyłącznie z osobami, które bloga posiadają i systematycznie go prowadzą. Czemu? Bo niezrozumienie czy krytyka NASZEGO internetowego świata, NASZEGO kawałka podłogi sparzyła nas wielokrotnie. Prawda jest też taka, że tłumaczenia nic nie dają. Jeśli ktoś wyrobił sobie z góry o nas zdanie, a my staramy się pokazać, że jest zupełnie inaczej – najczęściej to walka z wiatrakami, która oczywiście kończy się sromotną porażką.

I może jeszcze jedna sprawa, bo zauważyliśmy, że lepiej napisać kilka słów, zamiast później się tłumaczyć. Tekst powstał, nie dlatego by się tłumaczyć lub aby pokazać, jak to Jarząbki się uskarżają na życie. Naszym założeniem było pokazanie, jak bardzo niesprawiedliwie oceniani są blogerzy w ogóle. Jaka krytyka potrafi spływać na ich plecy, a mimo to działają dalej. W imię własnych ideałów, postanowień w głowie i samorealizacji. A my jesteśmy jednymi z takich osób. Na wszystko musimy zapracować sami. Nie tylko na podróże, ale również na budowanie relacji z Wami.

W Social Media weszliśmy całkowicie! I tak, prowadzi je Sonia, bo dużo lepiej się czuje w tym temacie. Adam z kolei zajmuje się tematami technicznymi, często naświetla pomysł z zupełnie innej strony – to jego wkład własny. Zatem działamy wspólnie, choć działań jednego z nas można nie zauważyć. Myślicie jednak, że tworzenie społeczeństwa, a właściwie jego gromadzenie to prosta sprawa? Spróbujcie! Nam zajęło rok, zanim odważyliśmy się mówić do kamery, zanim dokładnie zrozumieliśmy czego sami chcemy od tworzonego przez nas świata. To był rok systematycznej pracy poza godzinami! Pracy, która zaowocowała. Obcy ludzie do nas piszą, komentują, wysyłają nam swoje zdjęcia. Rozumiecie to? OBCY! Spróbujcie sami doprowadzić do czegoś takiego, a później nie cieszyć się z kontaktów i z możliwości współprac 😉

W każdym razie… dziękujemy za wszystkie słowa krytyki. Ciągle rozpatrujemy kwestie, które musimy naprawić lub poprawić, a konstruktywna krytyka nam w tym zwyczajnie pomaga. Dziękujemy także za miłe, uskrzydlające nas słowa! Działamy dalej – dzięki!

Comments

comments