Co zobaczyć w Wiedniu w weekend?

Wiednia kompletnie nie mieliśmy w planach, ale jakoś tak wyszło, że końcówka roku 2017 nie była przez nas w ogóle podróżnicza. Pomysłu na wyjazd żadnego, aż tu nagle pojawiła się promocja biletów po złotówce. I tym właśnie sposobem staliśmy się dumnymi posiadaczami biletów Polskiego Busa, którzy niebawem mieli wybrać się na wycieczkę do stolicy Austrii.

Do Wiednia zawitaliśmy po godzinie 4 rano. W planach mieliśmy dostać się do centrum miasta i koło piątej zacząć zwiedzać. Niestety nie udało nam się zrealizować tego planu. Po przyjeździe na dworzec autobusowy, który znajduje się przy głównym dworcu kolejowym Wien Hauptbahnhof dostaliśmy ataku szczękania zębami. Początkowo oboje staraliśmy się ukryć ten fakt, bojąc się że przez to zostanie nam mniej czasu na zwiedzanie Wiednia. I szło to nam całkiem nieźle… do momentu, w którym spojrzeliśmy na siebie (do tej pory unikaliśmy wzajemnie swojego wzroku), a zęby niepohamowanie zaczęły o siebie uderzać 🙂

Postanowiliśmy przeczekać na dworcu kolejowym. Spędziliśmy tam około 2 godzin, czekając aż temperatura stanie się znośna. Trochę po godzinie 6 znaleźliśmy się na wiedeńskiej starówce. Nawet jeśli będzie Wam zimno to koniecznie wybierzcie się tam o tej godzinie! To zupełnie inne miejsce. Można powiedzieć, że przepełnione spokojem i garstką zamyślonych ludzi. Dwie – trzy godziny później, idąc tymi samymi ulicami, pomyślicie że jesteście w zupełnie innym miejscu niż wcześniej.

Wiedeń na weekend

Na zwiedzanie Wiednia mieliśmy 3 dni. Dużo i mało, ale tyle nam wystarczyło, aby stolica Austrii znalazła się w naszym TOP 5 najciekawszych stolic Europy. Praktycznie gdziekolwiek byśmy się nie wybrali, jak bardzo staralibyśmy się zabłądzić – zawsze znajdowaliśmy coś ciekawego do pooglądania.

W Internecie czy w księgarniach znajdziecie ogrom miejsc, które warto w Wiedniu zobaczyć, ale my opiszemy wszystko to, na czym chętnie zawieszaliśmy oko oraz to, co zapadło nam najbardziej w pamięć.

Spacer po Schonbrunn

Jedni jadą tam, aby pobiegać. Drudzy po to, aby pospacerować. Bez względu na cel naprawdę warto się tam wybrać. My zdecydowaliśmy się na spacer w okolicach godziny 9 rano. Liczba turystów wtedy jeszcze tak nie doskwiera, a możliwość zobaczenia, jak park budzi się do życia jest naprawdę nietuzinkowym widokiem.

Do pałacu Schonbrunn warto wybrać się również dla samej Sisi, która niejako stała się wizytówką tego miejsca. Dawna rodzina cesarska wykorzystywała pałaca jako letnią rezydencję. A przez znawców sam budynek uznawany jest za jeden z najpiękniejszych barokowych pałaców w Europie.

Belweder

O ile sam budynek nas nie zachwycił… bo ile można oglądać samych pałaców… to ogród znajdujący się przed Belwederem bardzo nam się spodobał. Mając w nogach już dobre kilka kilometrów postanowiliśmy odetchnąć naszym zmęczonym nogom. Jeśli zdecydujecie się na to samo to mamy propozycję! Nie siadajcie mając pałac za swoimi plecami. Zdecydowanie ładniejszy widok roztacza się kiedy macie go przed oczami 🙂

Wiener Plater

Park rozrywki jest kojarzony przez większość turystów z diabelskim kołem, które ma już ponad 100 lat. Nam bardzo przypasowała atmosfera tego miejsca oraz wiedeński rum, którego skosztowaliśmy pod tą najsłynniejszą atrakcją. Co prawda Sonia nie odważyła się przejechać na diabelskim kole, ale gwar śmiechu i czystej, pozytywnej energii bił właśnie z tego miejsca – i to nas bardzo urzekło.

Katedra św. Szczepana

Co jak co, ale obok tego kościoła nie da się przejść obojętnie. Sama budowla roztacza wokół siebie atmosferę grozy, bo dosłownie wisi nad głowami przemieszczających się ludzi, ale mimo to w błędzie będzie ten, kto uzna, że to miejsce nie zachwyca. Podzielimy się też ciekawostkami. Kościół ten jest jedną z największych świątyń w Europie. A ponadto na jego miejscu stały wcześniej dwa inne kościoły. Pozostałości po pierwszym z nich (relikty) znaleźć można w podziemiach. Z kolei po drugiej świątyni zachowała się fasada zachodnia.

Ratusz w Wiedniu

To miejsce spodobało nam się najbardziej i poruszając się po całym mieście decydowaliśmy się każdego dnia zawitać właśnie na rynek ratusza. Możliwe, że zauroczenie tą XIX wieczną budowlą było związane z jarmarkiem bożonarodzeniowym… Ale sami powiedzcie czy nie dalibyście się skusić takiej atmosferze?

Pałac cesarski

Trudno pominąć to miejsce, bo robi na człowieku ogromne wrażenie. Wielka budowla, a pośrodku plac z pomnikiem – ten majestat potrafi przygnieść. Dziś w tym miejscu znajduje się biblioteka narodowa, muzeum oraz siedziba prezydenta Austrii. Do biblioteki bardzo chcieliśmy wejść – podobno jej wnętrza są magiczne. Okazało się jednak, że aby wejść należy wyrobić kartę wstępu, dać zdjęcie i odczekać na jej wyrobienie kilka dni – niestety nie mieliśmy tyle czasu.

Kanapkowy fast-food z Polski

Wiedzieliśmy, że jeśli jedziemy do Wiednia to koniecznie chcemy zobaczyć jakieś pozostałości po Polakach. Wybór padł na jeden z barów (restauracją trudno to nazwać), który założony został w 1902 roku przez Franciszka Trześniewskiego. To on właśnie nauczył Austriaków kultury jedzenia kanapek na mieście 🙂 Dziś markę „Trześniewski” zna nie tylko każdy wiedeńczyk, ale również mieszkańcy innych miast Austrii. Boleć może fakt, że bar nie jest już zarządzany przez rodzinę Trześniewskich, a przez spółkę handlową Demmers Teehaus.Ta jednak postanowiła nie zrywać z tradycją tego miejsca – dzięki temu nadal serwowane są kanapki „na raz”. Nam najbardziej podobał się szyld : „Trześniewski – niewypowiedzianie dobre bułeczki” 🙂 Hasło nawiązuje do trudnego w wymowie nazwiska właściciela.

KunstHaustWien

Prawda jest taka, że mamy mieszane uczucia wobec tego miejsca. Ale chyba właśnie przez to zapadło nam ono tak w pamięci.

Ewidentnie jest to coś innego, coś co warto zobaczyć lub czemu warto przyjrzeć się z bliska. Sęk w tym, że tego typu sztuka nas nie pociąga. Możemy powiedzieć, że w naszym przypadku było to raczej odhaczenie miejsca na liście. Jeśli jednak interesujecie się sztuką współczesną to na bank będziecie zachwyceni.

Gdzie kotlet większy niż dłoń…

Sznycel wiedeński to jest przeżycie! I choć od samego sznycla zdecydowanie bardziej smakowała nam sałatka ziemniaczana, która podawana jest zawsze do mięsa, to trzeba powiedzieć, że Figmueller to najlepsza miejscówka do zjedzenia tego tradycyjnego dania.

Restauracja ma w Wiedniu kilka lokalizacji. Kiedy udaliśmy się do pierwszej otrzymaliśmy informację od kelnera, że miejsca mają zarezerwowane z 3dniowym wyprzedzeniem, więc nie mogą nas ugościć. Ale zasugerowano nam drugą lokalizację. Postaliśmy trochę w kolejce, a później jedliśmy na raty – sznycel okazał się tak duży, że ciężko było dać sobie z nim radę.

Comments

comments