2000 km przez Islandię – podróż Mini Camper Vanem

Kiedy Wizz Air zrobił promocję lotów na Islandię wpadliśmy w taki amok, że natychmiastowo kupiliśmy bilety. Zazwyczaj przed kupnem sprawdzamy jeszcze ceny noclegów czy wyżywienia, aby móc oszacować budżet. W przypadku Islandii kompletnie pominęliśmy ten element, co poskutkowało ogromną ekscytacją związaną z nową podróżą, a później finansowym przerażeniem. Tak nasi mili… Islandia do tanich nie należy.

O ile jedzenie można sobie przywieźć i jakość przeżyć na tych zupkach chińskich czy pasztecie, to znalezienie taniego noclegu na Islandii (taniego czyli na przykład za mniej niż 50 zł za osobę) jest po prostu niemożliwe. Szukaliśmy, pisaliśmy, przeglądaliśmy – nie ma takiej możliwości. Jeśli ktoś kiedyś znalazł nocleg w rozsądnej cenie – dajcie znać w komentarzu. Generalnie byliśmy bliscy płaczu! My, Jarząbki, niskobudżetowcy – mieliśmy ściśnięte gardła. Na ratunek jednak przyszedł nam samochód przerobiony na mini camper van.

Wybór wypożyczalni i samochodu

To było idealne rozwiązanie dla nas! Bardzo chcieliśmy przejechać Islandię zimą. Wiedzieliśmy, że interior będzie dla nas niedostępny przez śniegi czy roztopy, ale objazd głównej jedynki (prowadzi ona wokół wyspy) już tak.

Zastanawialiśmy się nad dwiema wypożyczalniami, które miały najlepsze oceny oraz (naszym zadaniem) samochody. Jedną z nich była HappyCampers, a drugą CampervanIceland, która jest właściwie firmą pośredniczącą. Przy ogólnym rozliczeniu zrezygnowaliśmy z HappyCampers. Czemu? Powodem było bardzo drogie ubezpieczenie oraz fakt, że wypożyczalnia pracuje od 8 do 16. My w Keflaviku byliśmy po 22, więc musielibyśmy czekać 10 godzin na lotnisku (lub wynająć gdzieś w okolicy pokój) zanim rozpoczęlibyśmy naszą podróż. Z kolei CampervanIceland oferował takie samo ubezpieczenie za dużo mniejsze pieniądze (samochody oprócz kolorystki nie różniły się między sobą ), a sama wypożyczalnia działała przez 24 godziny. Dla nas był to układ idealny.

Nasz mini camper van

Wypożyczony samochód pozwolił nam zaoszczędzić pieniądze na noclegu. Okazywało się, że jego wypożyczenie + koszty ropy (auto było na disel) są zdecydowanie tańsze niż podróżowanie komunikacją miejską/międzymiastową i wynajmowanie pokoi. BTW, dla ciekawostki dodamy, że autobusów międzymiastowych spotykaliśmy sporo. Za każdym razem jedynym pasażerem był kierowca 🙂 Z kolei w komunikacji miejskiej zrobiliśmy ogromne oczy kiedy w środku pojazdu naliczyliśmy 5 osób – zazwyczaj jeździły puste.

Nasza strzała spisała się idealnie w trakcie tej zimowej podróży. Bardzo baliśmy się, że przy minusowych temperaturach na Islandii będzie nam nocami zimno, a tymczasem bywało tak, że chcieliśmy otwierać okno, bo wewnątrz auta było tak ciepło. Wszystko za sprawą specjalnego systemu do ogrzewania. Działał on w bardzo prosty sposób. W samochodzie zamieszczona była nieduża dysza, z której wydobywało się przetworzone, ciepłe powietrze. Specjalny panel pozwalał dozować intensywność ogrzewania. W ciągu 12 godzin grzania bateria posiadająca 5 kresek (skala naładowania) schodziła nam do 3. Zatem system był bardzo, ale to bardzo ekonomiczny. Kiedy nastawał dzień system ogrzewania wyłączaliśmy, bo nie był nam potrzebny. A w trakcie jazdy bateria systemu ładowała się do pełna i wieczorem znów mogliśmy ją bez oporów zużywać.

Między baterią a dyszą znajdowały się także dwa wejścia na USB oraz na tak zwaną „zapalniczkę” – mogliśmy zatem ładować telefony i inny sprzęt 🙂

W wyposażenie samochodu wchodziły oczywiście śpiwory, dedykowane podróżom w minusowych temperaturach. Do tego kocyki oraz poduszki. Trochę martwiliśmy się, czy materac w samochodzie będzie niewygodny, ale później nie mieliśmy do niego żadnych zastrzeżeń.

Oprócz tego auto posiadało również turystyczną kuchenkę gazową. To było świetne rozwiązane! Wyobraźcie sobie, że pod jednym z wodospadów przygotowaliśmy sobie gorącą herbatę i patrzyliśmy na ten surowy krajobraz – magia!

Wypożyczalnia zapewniła nam także naczynia, sztućce, aluminiowe garnki, kubeczki, ściereczkę itd. Full wypas – nam nic więcej nie trzeba było. Jednak do dyspozycji mieliśmy jeszcze przenośny stolik oraz krzesła turystyczne. Gdybyśmy jechali inną porą roku to sprzęt byłby idealny na piknik.

Oprócz tego, samochód wyposażony był w lodówkę, ale z niej nie korzystaliśmy, ponieważ przy marcowej temperaturze nie było to w ogóle potrzebne. Obok lodówki mieliśmy około 10 litrowy kanister z wodą – do mycia, płukania czy gotowania.

Jeśli chodzi o samą wypożyczalnie, to jako klienci jesteśmy bardzo zadowoleni. Na maile odpowiadali nawet w ciągu 15 minut, a na miejscu wszystko zorganizowane było do minimum. Jak najmniej formalności – to sobie cenimy 🙂

A nasza strzała spisała się idealnie. Przez całą podroż mini camper van był dla nas środkiem podróży, domem, centrum nawigacji czy jadalnią. Plan przejechania główną islandzką drogą został przez nas zrealizowany, choć na północy nie zawsze było łatwo. Mimo że samochód posiadał naprawdę dobre ogumienie, a droga była odśnieżana, to pogoda często doprowadzała do tego, że po 15 minutach znów trzeba było ją odśnieżać. Kilka razy zastanawialiśmy się czy zawracać. Cieszymy się jednak, że się nie poddaliśmy. Dla tych przygód i dla tych widoków – było warto!

Comments

comments