Widoki z Cminda Sameba

Wędrówka do Cminda Sameba oraz na lodowiec Gergeti

Każdy kto wybiera się do Kazbegi, robi to tylko dla jednego powodu, którym jest oczywiście Kościół Świętej Trójcy znany pod nazwą Cminda Sameba. To szalenie popularne miejsce. Nie tylko przez widoki, ale również przez sam fakt, że jest to najwyżej położony kościół w całej Gruzji – podobno. Niemniej, tak samo jak Francja znana jest z wieży Eiffla, Nowy Jork ze Statuy Wolności, a Rzym z Coloseum, tak Gruzja z kościółka Cminda Sameba.

Cminda Sameba
Będąc w Kazbegi będziecie mieć 3 opcje dostania się do tej XIV wiecznej budowli. Pierwszą z nich jest oczywiście samochód. Kierowcy oferujący usługi przewozowe znajdują się na placu głównym miasteczka (tam gdzie postój marszrutek). Niestety przyjemność takiej jazdy to koszt od 60-80 lari od osoby. Nasza gospodyni powiedziała nam, że owi kierowcy co roku kupują nowe samochody na kredyty i przez to cena jest tak wygórowana. Odpowiedzieliśmy jej, że w takim razie spróbujemy się targować. Odparła, że jeśli zejdziemy poniżej 60 lari, to oni nie będą chcieli w ogóle z nami rozmawiać. Biorąc pod uwagę, że do samego Kazbegi zapłaciliśmy 15 lari od osoby i jechaliśmy ponad 3 godziny, to opłata minimum 120 lari za mniej niż godzinną podróż jest bardzo wygórowaną ceną. Dlatego my zrezygnowaliśmy. Jeśli komuś jednak udało się pojechać tam taniej dajcie znak komentarzem pod wpisem 🙂

Jak dostać się do Cminda Sameba?

W takiej sytuacji pozostało tylko jedno rozwiązanie. Własne nogi 🙂 Ale warto, uwierzcie, naprawdę warto! Jak zatem dotrzeć do celu? Z Kazbegi prowadzą dwa szlaki. Jeden jest bardzo kamienisty, ale wszystko wynagradzają widoki. Drugi prowadzi przez las, ale jest bardzo stromy i nie dostarcza takich widoków jak pierwszy.

Stroma droga do cminda sameba

Pytaliśmy kilku miejscowych i każdy z nich mówił, że zdecydowanie lepiej i łatwiej wybrać się pierwszym szlakiem.

Szlak do Cminda Sameba

Na szlaku do cminda sameba
Na drodze zobaczycie tabliczki informujące, w którą stronę kierować się do kościoła. Za żadne skarby nie idźcie w sugerowanym kierunku. Będziecie iść znacznie dłużej, a do tego po drodze, z której strasznie się kurzy przez jeżdżące samochody. Kiedy zobaczycie znak informacyjny idźcie jeszcze chwilę prosto aż do rozwidlenia, a następnie skręćcie w lewo. Kierujcie się w stronę kamiennego komina. A potem? A potem idźcie przed siebie. Na pewno się nie zgubicie, bo droga jest tylko jedna.

Komin do cminda sameba
Cminda Sameba znajduje się na wysokości 2170 m n.p.m. Po jego lewej stronie i w trakcie ciągłej wspinaczki towarzyszyć Wam będzie rzeka Terek. W drodze powrotnej warto zejść i iść z nurtem rzeki. Woda jest chłodna, ale daje ukojenie zmęczonym stopom.

Rzeka Terek
Drobna uwaga dla kobiet, które decydują się zajrzeć do wnętrza kościoła. Kobietom nie wolno wchodzić w spodniach i bez chusty na głowie. Warto to uszanować. Tym bardziej, że za darmo można wypożyczyć odpowiedni strój. A wygląda się potem tak:

Dziewczyna

Wyprawa na lodowiec Gergeti

My Cminda Sameba odwiedziliśmy dwa razy. Za drugim razem, kiedy wędrowaliśmy w stronę lodowca Gergeti. Wiedzieliśmy, że trasa nie jest zbyt trudna, choć czasochłonna. I na taki stan rzeczy się nastawialiśmy. Niestety, okazało się, że kwietniowe warunki zmieniają postać rzeczy.

Przygotowanie do wyprawy

Wiedzieliśmy, że kwietniowa wyprawa na lodowiec Gergeti będzie ryzykowna. Liczyliśmy się z pogodą, ale nie chcieliśmy się pesymistycznie nastawiać. Optymizm przede wszystkim. Skupiliśmy się na tym, aby posiadać właściwy ubiór.
Podstawa to odpowiednie kurtki. U nas bardzo dobrze sprawdziły się te marki Columbia i Wedzee. O odzieży pod nie wspominamy, bo to chyba każdy wie.

na Gergeti
Jeśli zamierzacie zmierzyć się z lodowcem Gergeti w kwietniu to koniecznie zabierzcie zimowe buty trekkingowe. W naszym przypadku sprawdziły się marki Adidas oraz AKU. Pamiętajcie, aby przed taką wyprawą obuwie rozchodzić – szczególnie jeśli nie chodziliście w nim od kilku miesięcy lub jeśli jest nowe. W innym przypadku liczcie się z bólem stóp lub (co gorsza) z pęcherzami, przetarciami i odciskami.

schodzenie z trasy
Dobrze jest zabrać ze sobą również odpowiednie nakrycie na głowę. Najlepiej jeśli jednocześnie będzie przepuszczać powietrze i dbać o ochronę przed wiatrem. W naszym przypadku korzystaliśmy z kominów oraz czapek marki Sofi. Wszystko wykonane z naturalnych materiałów – co w szczególności sobie cenimy. Sprawdziły się wyśmienicie. Szczególnie kominy, które zasłaniały twarz przed zimnym wiatrem. Zresztą, przydały nam się nie tylko na Gergeti, ale również w wietrznym Batumi czy Achalciche, kiedy wieczorem temperatura schodziła do prawie zera.

Kazbek dyktuje warunki

Pierwsza sprawa. Szlaki w Gruzji są kompletnie nieoznakowane. Mapa czy dostęp do GPSu bardzo się przydają. Tym bardziej, że wydeptanych ścieżek jest wiele i naprawdę nie wiadomo, czy któraś z nich prowadzi do naszego celu.
Wiedzieliśmy również, że na trasie spotkać możemy śnieg. Naprawdę się z tym liczyliśmy. Nie byliśmy jednak w stanie przewidzieć jakiego rodzaju będzie to śnieg. Zbity – po którym da się iść dalej; puszysty – przez który będziemy się lekko zakopywać czy lekko zmrożony, ale jeszcze nieubity – najgorsza z opcji. Cóż, trafiliśmy oczywiście na opcję trzecią. I nie byłby to problem, gdyby nie jeden szczegół. Szlak, którym szliśmy to nie była prosta dróżka. Idąc coraz bardziej pod górę widoczne były wertepy – zagłębienia w ziemi. Na trasie spotkaliśmy się z tym, że zostały one zasypane przez śnieg, a więc były niewidoczne dla wędrowca. Ponieważ śniegu było sporo dochodziło do sytuacji, że wpadaliśmy w doły śnieżne sięgające uda. To utrudniało wędrówkę, ale nie poddaliśmy się! Korzystając z mapy stwierdziliśmy, że takie odcinki będziemy omijać, kierując się w stronę grzbietu. Śnieg był tam zbity, nie było dziur – co znacznie ułatwiało dalszą drogę. Co prawda musieliśmy włożyć więcej wysiłku, aby się tam dostać, ale daliśmy radę. Sęk w tym, że na grzbietach wiało przeraźliwie. Zatem wybaczcie, ale z tego momentu wędrówki nie mamy już żadnych zdjęć, bo raz, że by nas zwiało – dwa temperatura przez dący wiatr była mało znośna.

Widoki Kaukaz
Byliśmy dobrze przygotowani. Fizycznie i psychicznie. Mieliśmy odpowiedni ekwipunek i prowiant na około 10 godzinną wyprawę – tyle miała zająć nasza. Wszystko wskazywało na to, że łatwo nie będzie, ale uda nam się dojść do upragnionego celu – Lodowca Gergeti. Pomagała nam perspektywa, że z każdym krokiem widoki będą jeszcze piękniejsze, że będziemy mieć niezapomniane wspomnienia z tej wędrówki. Znacie powiedzenie – nie chwal dnia przed zachodem słońca? Cóż, nie róbcie tego – nie chwalcie! Według naszych ustaleń w 3/4 trasy musieliśmy zrezygnować z dalszej podróży. Nie był to prosty wybór, ale wygrała z nami pogoda. Wiatr robił swoje, potęgując odczucie zimna i czasem zatrzymując nasz marsz. Ciemne chmury, które zawisły groźnie nad naszymi głowami wraz z opadem śniegu spowodowały, że przeważył rozsądek. Nie ukrywamy, że był też strach, bo jak szukać drogi powrotnej na nieoznaczonym terenie? Na naszej wysokości pogoda bardzo się popsuła, dlatego zadecydowaliśmy, że schodzimy.

Po wędrówce na Gergeti

I nie była to łatwa decyzja. Bardzo chcieliśmy! Jechaliśmy do Gruzji wiedząc, że wchodzimy, że będzie co opowiadać. Niestety w tym rejonie Kazbek dyktuje warunki i tym razem nas pokonał. Schodziliśmy w ciszy, rozżaleni i zirytowani. Czemu? Bo im niżej byliśmy, tym pogoda się polepszała. Czuliście kiedyś takie rozgoryczenie w sobie? My właśnie w tamtej chwili.
Cóż, przygodę i tak mieliśmy. Teraz wiemy, że lodowiec Gergeti lepiej atakować w okresie letnim. Kiedy drogi nie pokrywają zaspy śnieżne, a i temperatura w trakcie wędrówki jest znacznie przyjemniejsza. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu, że nam się nie udało mamy powód, aby przyjechać do Gruzji raz jeszcze i pokazać Kazbegowi, kto tu naprawdę rządzi 😉

Zapisz