Podróż i nocleg w Railay Beach

Jak większość turystów przylatujących do Tajlandii mieliśmy wybrać się na wyspy Ko Phi Phi. Zmieniliśmy jednak zdanie, kiedy dowiedzieliśmy się o przerażającej ilości turystów. Zastanawialiśmy się, czy rzeczywiście chcemy dzielić się widokami z innymi ludźmi. Odpowiedź brzmiała: Nie! Woleliśmy pobyć sami i nie stresować się obecnością osób trzecich.

Wtedy rozwiązaniem okazało się Railay Beach, o którym czytaliśmy wcześniej, ale nie braliśmy tego miejsca pod uwagę. Cóż, priorytety – mimo planu – czasem się zmieniają i obraliśmy nowy cel.

Aby dostać się do Railay najpierw trzeba wyruszyć w podróż do Krabi. My zdecydowaliśmy się na samolot. 2 godziny lotu liniami Asia Air i mogliśmy cieszyć się pobytem około 600 km na południe od Bangkoku. Niemniej, jeśli wolicie przyoszczędzić możecie wybrać się w podróż autokarem. Jedzie się nim całą noc i rano jest się na miejscu. Wystarczy wybrać się do któregokolwiek hotelu i zapytać o transport w dane miejsce. Następnego dnia przyjeżdża po nas autokar i w drogę!

Widok na Bangkok w nocy

Kiedy wysiedliśmy z samolotu w Krabi na wstępnie mogliśmy zobaczyć piękne majestatyczne widoki oraz… poczuć, jak trudno oddycha się w tym miejscu. Nam białym nie pomagają w tym długie nosy, ale idzie się przyzwyczaić.

Będąc w Krabi wiedzieliśmy, że przy wyjściu z lotniska zaatakują nas taksówkarze. Niestety, tutaj taksometr nie funkcjonuje – taka mafia! Nie chcieliśmy dać się oszukać, więc stwierdziliśmy, że idziemy na stopa. I tu pojawił się prawdziwy problem. Biegłość Tajów w języku angielskim (przynajmniej na tym odcinku) była tragiczna. Kiedy udało nam się zatrzymać samochód i zadać pytanie po angielsku o podwózkę, w odpowiedzi otrzymywaliśmy machanie głową, szeroki uśmiech i… odjazd, ale bez nas 🙁

Po półtorej godzinie tkwietnia w tym samym miejscu poszliśmy do taksówkarzy i z bólem serca daliśmy się oskubać. Oczywiście zapłaciliśmy mniej niż w Polsce za podobny kurs, ale korzystając wcześniej z taksówek wiedzieliśmy ile (plus/minus) może wynieść nas podróż. Oboje z Adamem staramy się być oszczędni, więc wiedzcie, jak bardzo przygnębieni byliśmy decydując się na taki krok.

Taksówkarz miał zabrać nas do centrum miasta. I rzeczywiście tak zrobił. Wysiadamy z samochodu, a naszym oczom pokazują się wolno pasące się krowy czy kozy. Pierwsza myśl? Co jest k***a? Założyliśmy plecaki po szliśmy przed siebie.

W samym Krabi spędziliśmy jedną noc. Przyjechaliśmy do miasta i nie mieliśmy zarezerwowanego żadnego noclegu. Chodziliśmy od hotelu do hotelu i szukaliśmy czegoś niedrogiego w miarę dobrymi warunkami. Po 30 minutach mieliśmy już pokój.

Następnego dnia wybraliśmy się łodzią do Railay Beach. Miejsce, które otoczone jest przez majestatyczne skały i ogrom zieleni. Nie ma tu dróg (dlatego nie można do tego miejsca dostać się drogą lądową), są za to małpy i przepiękne widoki. W czasie podróży mogliśmy wzdychać do takich właśnie krajobrazów:

W drodze do Railay Beach

Łódź - w drodze do Railay Beach

Railay Beach

Przed przyjazdem przeszukaliśmy miejsca, w których moglibyśmy się zatrzymać. Spisaliśmy kilka adresów i postanowiliśmy sprawdzić ośrodki. Wybraliśmy ten, który znajdował się najdalej od plaży. Czemu? Bo znajdował się praktycznie pod samą ścianą skalną, po które wspinali się i ludzie, i małpy. Do tego nasz pokój miał widok i na skarpę i na magiczną, podobną do dżungli, zieleń. Druga sprawa. Ośrodek położony był na wzniesieniu, zatem mieliśmy również widok na morze i liczne wyspy. Trzecia sprawa. Cena do jakości. Za 3 noclegi dla dwóch osób nie zapłaciliśmy więcej niż 150 złotych. Sami zobaczcie, jak to wyglądało:

Skały w Railay Beach

Kurort w Railay Beach

Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się na plażę i, jak zwykle, doświadczyliśmy przygód, po których mamy do dziś pamiątkowe blizny. Pozwólcie jednak, że o tym opowiemy Wam w kolejnym wpisie 🙂

Zapisz

Zapisz