Widok na Rabati Achalciche

Magiczne Rabati, czyli Jarząbki w Achalciche

Z Batumi zdecydowaliśmy się pojechać do Achalciche, uznając, że będzie to świetne miejsce wypadowe do skalnego miasta Wardzia. Pojechaliśmy bez większego planu. Można powiedzieć, że oprócz bagażu towarzyszył nam spontan. Nie mieliśmy noclegu, nie wiedzieliśmy jak dojechać i wszystko organizowaliśmy na miejscu. Dzięki temu wyjazd do tego niewielkiego miasteczka w Gruzji okazał się przygodą przepełnioną fuksem, gruzińską sympatią i odkryciem miejsca, będącym jednym z najpiękniejszych, jakie w Gruzji mieliśmy możliwość zobaczyć.

Koniec języka za przewodnika

Kiedy wyruszaliśmy z Batumi jedyne, co wiedzieliśmy, to że musimy udać się na dworzec. Sądziliśmy, że naszej gospodyni chodzi o miejsce, w którym zatrzymuje się większość marszrutek. Dotarliśmy tam, ale żadna z maszyn nie kierowała się do Achalciche. Po rozmowie z innymi kierowcami dowiedzieliśmy się, że prawie na obrzeżach miasta znajduje się oficjalny dworzec autobusowy. Niestety nikt nie wiedział, jaką marszrutką moglibyśmy do niego dotrzeć. Ruszyliśmy więc przed siebie, po drodze zaczepiając starszego pana. Co prawda nie wiedział, która marszrutka jedzie na dworzec (jakoś nas to nie zdziwiło), ale specjalnie dla nas zatrzymał ruch na ulicy i… znalazł nam odpowiedni autobus.

Z marszrutki powoli zaczęli wychodzić kolejni pasażerowie, aż w końcu zostaliśmy tylko my i kierowca. Zapytaliśmy, czy powie nam, kiedy będziemy musieli wysiąść. I tak zaczęła się nasza rozmowa. Od słowa do słowa, dowiedział się, że jesteśmy z Polski, gdzie chcemy dojechać, co już w Gruzji widzieliśmy. A my z kolei, że był w Polsce, że ma bliskiego przyjaciela w Warszawie i że my Polacy to gruzińscy przyjaciele. Rozmowa była na tyle miła, że nasza osobista marszrutka podwiozła nas pod sam dworzec autobusowy. Dodatkowo nowopoznany kierowca pomógł nam utargować koszt biletu do Achalciche 🙂 Od osoby zapłaciliśmy 25 lari, a powinniśmy wydać 30.

Widok na Rabati w Gruzji

Po wspólnej, choć niestety krótkiej podróży, pożegnaliśmy się z naszym gruzińskim kierowcą uściskiem (na misia 🙂 ), wymieniając jednocześnie serdeczności. Może to zwyczajna sytuacja dla niektórych, ale dla nas to zawsze wisienka na torcie. Utwierdza nas, że ludzie z natury naprawdę nie są źli, a takie szczere życzliwości i pomoc zapadają chyba każdemu głęboko w pamięć.

Nocleg w Achalciche

Z Batumi do naszego celu jechaliśmy 5 godzin. Cóż, marszrutki do najwygodniejszych nie należą i jeśli kiedykolwiek narzekaliście na brak miejsca w Polskim Busie, to nie wiecie, co to tak naprawdę brak miejsca. Do tego dziura w podłodze i gruzińskie disco podczas całej podróży 🙂 Polecamy każdemu!

Niestety musieliśmy pokonać okrężną trasę, podróżując przez Kutaisi, Chaszuri, Borjomi, by w końcu skierować się do Achalciche. Krótsza dwa razy droga (pod względem odległości) niestety była nieprzejezdna ze względu na zalegający śnieg. A szkoda, gdyż dowiedzieliśmy się, że widoki na niej są równie piękne jak na Ścieżce Wojennej. Jeśli chodzi o przejazd czasowy, to o dziwo jedna i druga trwa tyle samo.

Kiedy dojechaliśmy do Achalciche szybko ewakuowaliśmy się z tamtejszego placu, na którym zatrzymują się wszystkie marszrutki. Czemu? Bo już biegli za nami tutejsi taksówkarze i inni naganiacze. Woleliśmy pochodzić po mieście i samodzielnie poszukać miejsca na nocleg.

Okazało się jednak, że nocleg sam nas znalazł. Ledwo przeszliśmy na drugą stronę ulicy, aż tu nagle zaczepia nas uśmiechnięta, niska kobieta. Zapytała bardzo wyraźnym rosyjskim (jeśli jeździcie na wschód, wiecie, że zdarza się, iż nasz rozmówca bełkoce i wtedy ciężko się porozumieć, a tym bardziej uwierzyć w szczere intencje takiej osoby), czy mówimy w tym języku. Odpowiedzieliśmy, że tak, a pani z jeszcze większym uśmiechem zapytała czy mamy nocleg; bo ona ma pokój i chętnie nas przenocuje. Postanowiliśmy najpierw zobaczyć naszą potencjalną kwaterę, a później podjąć ostateczną decyzję. Pani zaprowadziła nas do siebie, od razu pytając czy jesteśmy z Polski. Niestety, ale nasz niepoprawny akcent zdradza to zawsze. 🙂

Nocleg u Jasmin w Achalciche

Pokój okazał się bardzo czysty, przestronny i w typowo gruzińskim standardzie. Jednak Jasmin (nasza gospodyni) tak nas urzekła, że na miejscu podjęliśmy decyzję o pozostaniu w jej domu. Kilka minut później zaprosiła nas do siebie na dół, częstując kawałkiem ciasta i ormiańską kawą. Okazało się bowiem, że Jasmin oraz jej rodzina to Ormianie, którzy w młodym wieku zamieszkali w Gruzji. Tu się wychowali i tu właśnie pozostali. Niemniej są bardzo związani ze swoją Armenią, jej historią, językiem i to nas jeszcze bardziej urzekło. Wieczorami zasiadaliśmy do ich dużego stołu, przy którym prowadziliśmy długie, wieczorne rozmowy o wszystkim. Jeśli chcecie poznać ludzi gościnnych, otwartych, ciepłych i odwzajemniających uśmiech, to decydujcie się na nocleg u Jasmin. Warunki są skromne, ale gwarantujemy Wam, że wrócicie z ogrzewającą dawką serdeczności na sercu. BTW, szczerze mówiąc właśnie u Jasmin wysypialiśmy się najlepiej 🙂

Magiczne Rabati

Jeszcze tego samego dnia udaliśmy się do Rabati, które stoi majestatycznie nad miastem. Za bilet zapłaciliśmy 10 lari, ale naprawdę warto. W samej XII-wiecznej twierdzy spędziliśmy jakieś 2 godziny, ale uwierzcie, że można zdecydowanie dłużej. Jest tam tyle miejsc do zobaczenia, tyle wieżyczek do przejścia, że naprawdę trudno wyrobić się w krótszym czasie.

Rabati w Achalciche w Gruzji

Rabati to zamek-twierdza, który zajmuje obszar 7 hektarów. To, co można tam zobaczyć, oprósz odrestaurowanych murów to również synagoga, meczet z drugiej połowy XVIII wieku, stare łaźnie, kościół, domy z elementami regionalnej tradycyjnej zabudowy, którą zobaczycie tylko tutaj oraz ruiny medresy, czyli początkowo przykościelne (a właściwie przy meczecie) szkółki, w których nauczano Koranu oraz języka arabskiego. Rabati to twierdza przechodząca z rąk do rąk, dlatego znaleźć w niej można elementy osmańskie, gruzińskie czy nawet ormiańskie.

Rabati w GruzjiSynagoga w Rabati

Miejsce polecamy zobaczyć każdemu, bo jest fantastycznie odrestaurowane. Zwiedza się je z ogromną przyjemnością. Do tego widoki z wieżyczek zbijają z nóg. Warto, po stokroć warto!

drewniany pokój w rabati w AchalcicheWnętrze synagoi w Rabati Gruzja

Choć samo Achalciche nie jest dużym miastem, a świadczy o tym to, że udało nam się je przejść wzdłuż i wszerz. Dla Rabati można jednak telepać się w rozklekotanej marszrutce te 5 godzin. My spotkaliśmy tu nie tylko fenomenalną twierdzę, ale również niesamowitą życzliwość. I właśnie z tego miejsca przywieźliśmy do Polski najprzyjemniejsze wspomnienia 🙂

Zapisz

Zapisz