Krwawy atak separatystów w Odessie

Mieliście kiedyś tak, że znaleźliście się w nieodpowiednim miejscu o jeszcze bardziej nieodpowiedniej godzinie? My tak. I szczerze mówiąc nie polecamy nikomu takich wrażeń.

2 maja 2014 roku gdzieś w okolicach godziny 12 jechaliśmy na spotkanie z odeską polonią. Wsiedliśmy do marszrutki i wysiedliśmy przy ulicy Bunina. Jeszcze w marszrutce odebrałam telefon od Żeni (prezes Narodowo – Kulturalnego Stowarzyszenia Polaków w Odessie „POLSKA NUTA”), abyśmy zawrócili, bo w centrum się biją. Znałam Eugenię od kilku miesięcy i czasem widziałam, jak za bardzo przejmuje się niektórymi rzeczami. Pomyślałam, że pewnie przesadza, więc zlekceważyłam jej sugestię. Oni jednak się nie bili, oni się zabijali.

Stanęliśmy z Adamem na ulicy Bunina i usłyszeliśmy krzyki, z których nic nie wynikało. Staliśmy razem z grupą mieszkańców również nierozumiejących, co się stało. Podchodziłam do ludzi, pytałam czy wiedzą, co tam się dzieje. Ale wszyscy byli tak samo zdezorientowani jak my. Czuliśmy jednak, że stoimy po niewłaściwej stronie. Oboje z Adamem odczuwaliśmy wewnętrzny niepokój. W takich sytuacjach (uwierzcie lub nie), wystarczy spojrzenie, aby zrozumieć drugą osobę.

 

Dom Związków Zawodowych z bliska

Dom Związków Zawodowych z bliska

Nasze przeczucia okazały się bardzo, wręcz przeraźliwie trafne. Wyobraźcie sobie, że nagle z lewej strony ulicy Bunina zaczęła kroczyć cała kolumnada mężczyzn ubranych w wojskowe stroje, z tarczami w rękach oraz karabinami na ramionach. Jest ich masa, nie widzimy końca tej kolumny i razem z tłumem uciekamy w prawą stronę ulicy Bunina. Przebiegliśmy raptem kilka metrów i znaleźliśmy się w potrzasku. Z prawej strony kroczyli tacy sami mężczyźni. Tłum zaczął panikować. Adam zauważył, jak ktoś przeciska się między budynkami. Za nimi znajdował się Plac Grecki. Zauważają to inni. Łapiemy się za rękę, żebyśmy nie zgubili się w tłumie. W połowie drogi Adam przystaje i podnosi z ziemi spory kamień (po naszej późniejszej rozmowie uświadomił mnie, że nie mieliśmy czym się bronić, wziął więc cokolwiek co było pod ręką). Uciekamy dalej.

Policja przed Domem Związków Zawodowych

Policja zagradza wejście do Domu Związków Zawodowych

Prorosyjska Odessa?

Stanęliśmy na ulicy Dieribasowskiej. To tu formowali się Ukraińcy, budowali barykady i zwoływali innych. Mieszkańcy Odessy nie byli w ogóle przygotowani do żadnego starcia. Widziałam, jak jacyś mężczyźni rozwalali kostkę brukową na kawałki, a kobiety przenosiły ją do osób, które walczyły bezpośrednio przy barykadach. Ich jedyną bronią było to, co mieli tu i teraz. Jednak nie długo trzeba było czekać na pierwsze wystrzały. Mam nadzieję, że nie muszę Wam mówić, która ze stron wystrzeliła jako pierwsza. Od tego momentu obserwowaliśmy z ukrycia to, co się działo na odeskim deptaku. Ukryliśmy się w budynku stowarzyszenia (wtedy znajdował się jakieś 300 metrów od ukraińskich barykad) i uciekliśmy do domu dopiero pod wieczór.

Sympatyk prorosyjski - dzień po zamachu

Sympatyk prorosyjski – dzień po zamachu

Pomyślicie sobie, że przecież mogliśmy wsiąść do marszrutki? Niestety nie, ruch w naszej okolicy zamarł. Widoczni byli wyłącznie uciekający piesi lub osoby, które biegły z odsieczą.

Uważa się, że Odessa jest prorosyjska, więc podejrzewano, że separatyści zostaną przyjęci „z otwartymi ramionami”. Mieszkańcy jednak przekazali bardzo jasny komunikat:

Odessa = Ukraina

Tego samego dnia odbywał się mecz na stadionie Czornomorca Odessa. W czasie rozgrywki odezwał się spiker, który poinformował kibiców o zamieszkach w centrum miasta. Stadion opustoszał. Wszyscy pobiegli walczyć. Po kilku godzinach z ulicy Bunina zaczęli wycofywać się separatyści.

Kobieta modląca się na Kulikowym Polu

Kobieta modląca się na Kulikowym Polu

Pożar Domu Związków Zawodowych

W Odessie znajduje się plac, który nazywany jest Kulikowym Polem. Od kilku miesięcy stacjonowały tam namioty z plakatami i hasłami prorosyjskimi. Pojawiali się ludzie, którzy byli za separatystami. I szczerze mówiąc, nikt nie przeszkadzał im tam stacjonować. Póki walczyli wyłącznie słowem byli przez mieszkańców akceptowani. 2 maja 2014 roku wszystko się zmieniło. Wściekły tłum pobiegł na Kulikowe Pole. Zniszczył namioty, plakaty – wszystko. Na tym samym placu znajdował się Dom Związków Zawodowych, w którym ukrywali się prorosyjscy separatyści. Podobno oddawali strzały w stronę Ukraińców. Wtedy to w ruch poszły koktajle Mołotowa. Budynek się zapalił. Większość ludzi zginęła w pożarze, część skacząc z okien – blisko 50 osób. Uciekając do domu widzieliśmy rozszalały ogień i kłęby dymu. Ludzie wrzeszczeli, słychać były wyzwiska pomieszane z prośbami o pomoc. Przechodziliśmy niespełna pół kilometra od tych zamieszek. Dla nas i tak zdecydowanie za blisko.

Dom Związków Zawodowych w Odessie

Dom Związków Zawodowych w Odessie – dzień po podpaleniu

Następnego dnia, pojechaliśmy na Kulikowe Pole. Jak to ja – robiłam zdjęcia. Ukraińcy widząc kogoś z aparatem ładowali mi się przed obiektyw krzycząc, że świat ma się o tym dowiedzieć. Pamiętam jak wybierana była grupa dziennikarzy, która miała wejść do środka (do tej pory nikogo nie wpuszczali – tłum wymuszał ich wejście). Nie wiedząc czemu (choć nie miałam przepustki, dokumentów, w skrócie niczego oprócz aparatu) też zostałam uznana za dziennikarza. I pewnie, gdybym przystawała na to, weszłabym z pozostałymi do środka. Ba, ja na pewno bym to zrobiła, ale zobaczyłam wzrok Adama, który mówił jasno: Nie przeginaj! Wycofałam się ze swojego pomysłu. A dziś spełniam prośbę jednej Ukrainki, która mnie zatrzymała. Zdaję relację światu na temat tego, co się w Odessie wydarzyło.

W tym czasie miałam również możliwość udzielać wywiadu telewizji TVN24 oraz TVP INFO. Niemniej, nie mogę Wam się nimi pochwalić, ponieważ nie mam zielonego pojęcia, gdzie one są w czeluściach Internetu.

 

Zapisz

Zapisz