Lektorat w Odessie

Jak rozpoczęłam pracę na lektoracie języka polskiego jako obcego?

Słynę raczej ze spontanicznych decyzji, więc kiedy moja promotorka zapytała na zajęciach, czy ktoś jest zainteresowany wyjazdem na lektorat, tylko ja podniosłam rękę. I szczerze mówiąc nie wiem, czemu to zrobiłam… Pamiętam tylko, że tego samego dnia napisałam sms’a do Adama z pytaniem: Czy mogę jechać na lektorat? Odpowiedział, że jeśli tego chcę to dobrze. Sam chyba nie brał tego na poważnie. A ja jeszcze po zajęciach poszłam na konsultacje i zebrałam pakiet istotnych dla mnie informacji. To był początek V roku.

W domu sporządziłam na kartce A4 listę rzeczy do wykonania i od tej pory kartka ta towarzyszyła mi do marca 2013 roku. A na samej liście znajdowały się również trzy najważniejsze elementy:

1. Napisanie pracy magisterskiej

2. Zdanie dwóch semestrów w jednym.

3. Zdanie egzaminu na lektora.

Czemu dwie sesje? Bo egzamin na lektora odbywał się na początku marca, a przystąpić do niego mogła osoba, która posiadała już tytuł magistra. Mission Impossible? Dziś mogę powiedzieć: Nie dla mnie 🙂

Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że nie będzie to łatwe, ale im bardziej brnęłam w swoje postanowienie tym ciężej było zrezygnować. Choć były takie wieczory, kiedy zasypiałam ze spływającą po policzku łzą, bo wątpiłam w swój sukces. Mimo to szłam dalej.

Wymagania

Jak rozpoczęłam swoją batalię? Cóż, przede wszystkim musiałam wybrać się do wykładowców i ustalić wymagania na zaliczenie każdego przedmiotu. W ten sposób do swojej, już wcześniej stworzonej, listy doszły kolejne.

Kiedy już wiedziałam, co muszę przeczytać, z czego odpowiadać i co wykonać, zaczęłam przychodzić na konsultacje i zaliczać każdy z podpunktów, który później wykreślałam z listy. Zdarzało się, że co tydzień miałam do napisania po 3 kolokwia lub musiałam zgłosić się na kilka odpowiedzi ustnych.

Zapytacie pewnie, jak reagowali wykładowcy? Szczerze mówiąc nie spotkałam się z brakiem życzliwości czy pójścia na kompromis. Często zaczepiano mnie na korytarzu i dopytywano, jak realizacja planów.

I nie sądźcie, że wszystko szło gładko. Bywało tak, że przez nadmiar obowiązków i pozycji do przeczytania musiałam przychodzić na konsultacje więcej niż jeden raz. Wykładowcy nie traktowali mnie ulgowo, co oczywiście rozumiałam i nie miałam im tego za złe.

Lista lektoratów

Kiedy na oficjalnej stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego ukazała się lista z miejscami, do których można było wyjechać na lektorat wiedziałam, że chcę pojechać nad morze. W moim roczniku były tylko 3 miasta w takiej lokalizacji.

Pierwszym z nich było Baku (Azerbejdżan) i bardzo chciałam tam pojechać! To był mój faworyt. Uwielbiam dalekie kultury, więc im dalej tym ciekawiej. Niestety, Adam nie był zachwycony moim wyborem. Zdawał sobie sprawę z tego, że dla naszego związku może być to za duża odległość (wtedy byliśmy ze sobą jakieś 7 lat).

Wówczas to drugim wyborem stała się Rjeka (Chorwacja). Tym razem sama doszłam do wniosku, że to niekoniecznie dobry wybór pod względem finansowym. Nie chciałam jechać gdzieś, gdzie będę musiała jeść tylko masło i chleb.

W ten sposób decyzja padła na Odessę (Ukraina) i to była najlepsza decyzja, jaka mogła zostać przeze mnie podjęta.

Praca Magisterska

Niewątpliwie napisanie pracy magisterskiej było nie lada wyzwaniem. A pisałam o tym, co mnie bardzo interesowało, czyli o języku komentatorów sportowych („Język komentatorów sportowych w czasie Euro 2012”).

Kiedy podjęłam się wyzwania wyjechania na lektorat oprócz zaliczania całej masy przedmiotów pracowałam w jednej z agencji internetowych. Pamiętam, że w czasie pracy przy komputerze słuchałam również (raz w pracy i kilka razy w domu) zgromadzonego materiału, a kiedy wyłapywałam jakiś błąd językowy czy metaforę to wpisywałam go do notatnika.

Kiedy już przeanalizowałam cały materiał wzięłam się za pisanie. Wtedy też nie wychodziłam z biblioteki. A ponieważ zajęcia, (za zgodą wykładowców) zaliczałam indywidualnie, więc nie musiałam na nie chodzić. Wtedy to siedziałam po 10-12 godzin w bibliotece ze słownikami i pisałam swoją pracę magisterską.

Egzamin magisterski

Kiedy już zaliczyłam wszystkie przedmioty, pojawił się nieprzewidziany problem w postaci, znienawidzonego przez studentów, systemu USOS. Otóż w czasie sesji zimowej na mojej karcie nie pojawiły się przedmioty z drugiego semestru. Moje wyjaśnienia na nic się zdały. Nie wierzyłam, że praca kilku miesięcy zostanie położona przez USOS.

Tu jednak z pomocą przyszła moja promotorka, której powiedziałam, że nie jestem w stanie przeskoczyć takiego problemu. Na szczęście okazało się, że jedna wizyta Pani prof. Ostromęckiej (pozdrawiam Panią najserdeczniej!) w dziekanacie zaradziła wszystkiemu. Wydrukowano mi nową kartę, zdobyłam wszystkie wpisy i w końcu umówiłam się na egzamin magisterski (bagatela tydzień później), który wspominam z ogromnym sentymentem.

Egzamin na lektora

4 dni po zdaniu egzaminu magisterskiego miałam zdać egzamin na lektora w Warszawie. I to był prawdziwy stres. Pamiętam, że pojechaliśmy z Adamem do Warszawy, abym mogła się zaaklimatyzować. Dodatkowo przygotowywanie do egzaminu w samej Warszawie było naprawdę dużym komfortem.

W końcu nastąpił TEN dzień. Jechałam na ulicę Wspólną z duszą na ramieniu. Kiedy zobaczyłam ile osób ubiega się o wyjazd zawahałam się. Oczywiście nikt z egzaminowanych nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką drogę pokonałam, ale wiedziałam, że część z nas nie zda egzaminu lub po prostu nie dostanie się na lektorat przez słabą ocenę. Nie chciałam być w żadnej z tych grup.

W sali do nauki języka polskiego jako obcego

Może to fart, ale nie wylosowałam najtrudniejszych pytań. I choć znałam bardzo dobrze zagadnienia, na które odpowiadałam to zjadł mnie stres. Wiedziałam, że nie poszło mi tak, jakbym chciała.

Jakiś tydzień później otrzymałam informację, że egzamin zdałam na 4.

To dokąd jadę na lektorat?

Przed samym egzaminem musiałam również zgłosić swoją kandydaturę. Wśród wielu dokumentów musiały znaleźć się także dwie opinie wykładowców z mojego uniwersytetu. Miałam to szczęście, że uczyły mnie osobistości naukowe glottodydaktyki, więc zdobycie ich rekomendacji dawało mojej sylwetce dużego plusa.

Wtedy to dołączało się również listę, która miała odzwierciedlać miejsca, do których najbardziej chcielibyśmy wyjechać na lektorat. Ja na pierwszym miejscu postawiłam oczywiście Odessę. Na drugim pojawił się Kiszyniów (Mołdawia), a na trzecim Rjeka (Chorwacja). Pod koniec marca otrzymałam mail z gratulacjami oraz informacją, że we wrześniu rozpoczynam pracę na Narodowym Uniwersytecie im. I. I. Mecznykowa w Odessie.

Pamiętam, jak skakałam w kuchni i krzyczałam do rodziców, że się udało. Kilka dni chodziłam w euforii, dumna z siebie. A później…a później zdałam sobie sprawę z tego, że wyjeżdżam sama, bez Adama, bez rodziców… na minimum rok. Ale na ten temat trzeba napisać kolejny wpis 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz