Finanse w związku – nasze podejście do tematu

Niewątpliwie u większości par, które postanawiają razem zamieszkać pojawia się (bądź nie) problem z podziałem pieniędzy. Finanse w związku to często niełatwy temat. W naszym przypadku nie było żadnego problemu. I choć zdajemy sobie sprawę z tego, że metoda stosowana przez nas samych czy podejście do finansów nie sprawdzi się u wszystkich, to my nie wyobrażamy sobie lepszego rozwiązania.

Szczerze mówiąc nie odbywaliśmy nie wiem, jak założonej rozmowy na ten temat. Oboje jesteśmy dość oszczędni, nie lubimy przepłacać, a nieposiadanie dodatkowych pieniędzy jest dla nas niewyobrażalne. Nie mniej nie chcieliśmy przed sobą ukrywać wydatków, obciążać jedną osobę podejmowaniem decyzji. Jednak najmniej podobał nam się pomysł dzielenia kasy na: „moje pieniądze” i „twoje pieniądze”. Podejście jest tylko jedno. NASZE.

Konto dla dwojga?

Nie zakładaliśmy konta dla dwojga z czystego lenistwa. Przed ślubem mieliśmy oddzielne konta i tak właśnie pozostało. Nie po to, aby zachować odrębność. Stwierdziliśmy, że więcej z tym latania i zachodu niż to wszystko warte. I choć posiadamy osobne konta bankowe, to nie jest dla nas problemem podanie do nich danych dostępowych w formie loginu czy hasła. Jeśli Adam będzie chciał sprawdzić na co wydaję pieniądze w danym miesiącu – niech sprawdza. Nie mam nic do ukrycia. Tak samo jest w drugą stronę. I właśnie w tej chwili najczęściej pojawiają się dziwne spojrzenia wśród naszych znajomych. Usłyszałam kiedyś zdanie:

Niekoniecznie chcę, aby mój facet wiedział, że na kosmetyki wydałam dziś 200 zł

I tu powstaje moje pytanie. Dlaczego? Bo to Twoje pieniądze? Bo się tego wstydzisz? Wytłumaczcie mi to proszę. My w takiej sytuacji zmieniamy myślenie na: Kupiłam kosmetyki za 200 złotych za NASZE pieniądze. I nie ukrywałabym tego! Przecież i tak zobaczyłby je w łazience. A czy byłby zły? Jeśli bym mu nie powiedziała: Oczywiście! Jeśli bym mu powiedziała i tyle wydała to z pewnością zapytałby się: po co mi kosmetyki w takiej cenie? Na szczęście jestem kobietą, która woli wydawać pieniądze na inne przyjemności.

Gwoli ścisłości – nie wiem, jak Adam – ale jeszcze nie zdarzyło mi się wchodzić na jego konto bankowe bez jego wiedzy. Czemu? Ja i tak wiem, co kupuje 🙂

Podział wydatków

Sprawa ma się w ten sposób, że wszystkie opłaty dotyczące mieszkania wykonywane są przez Adama z jego konta bankowego. Moje konto służy do zapełniania lodówki czy opłacania naszych zachcianek. Nie jest to jednak jakaś sztywna zasada, ale po prostu tak najczęściej bywa. Zdarza się czasem inaczej, ale wtedy nie mamy do siebie pretensji. Nie mniej jeśli pomyśleliście sobie: Adam nie ma żadnych zaskórniaków! To jesteście w błędzie 🙂 Oboje je mamy, bo posiadamy dwa konta bankowe: na mnie oraz Adama, a to = nasz wspólny zaskórniak.

Finanse w związku

A co jeśli chcę kupić sobie coś drogiego?

Jak każdy człowiek czasem widzimy okazję i chcemy z niej skorzystać. Kupić bilet na daleką podróż, rower czy gramofon. Co wtedy zrobić? Kupić, odmawiać sobie przyjemności? Zdecydowanie łatwiej jest podjąć ostateczną decyzję, kiedy posiada się oddzielne pieniądze. W naszym przypadku zawsze pytamy drugą stronę. I nie pytamy się o pozwolenie, a konsultujemy się w danej sprawie. Czy warto, czy jest nam (mi) naprawdę potrzebne itd. Chodzi o podjęcie wspólnej decyzji, uwzględnienie zdania drugiej osoby, bo w końcu wydaję kwotę ze wspólnego budżetu.

Ostatnio mieliśmy taką rozmowę dotyczącą zakupu roweru, który Adam sobie upatrzył. Wiedziałam, że już od jakiegoś czasu o nim myśli (w sensie o rowerze, nie o tym konkretnym modelu). Nie byłam zachwycona ceną, ale mimo wszystko musiałam stwierdzić, że jak na ten model była okazyjna. Powiedziałam Adamowi, że mu nie zabronię kupna. Tak samo, jak on nie zabronił mi kupna kolejnych butów, których nie mogę pomieścić już w szafie 🙂 Spytałam tylko czy możemy się z tym wstrzymać w tym miesiącu, czy nie lepiej poczekać. Wyrozumiałość i zrozumienie. Ale najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że rozmawialiśmy (!). Bez krzyku, docinek i wspólnie podjęliśmy decyzję.

BTW, tak Adam kupił sobie rower i był bardzo szczęśliwy. A ja z nim 🙂

Relacja

Jak widzicie w dużej mierze nasze podejście do finansów wynika z zaufania. Wielokrotnie zawiedliśmy się na innych osobach, ale jeszcze nigdy na sobie. Dlatego nie mamy problemu z mówieniem o swoich wydatkach. Oboje je generujemy, dlatego chcemy być wobec siebie uczciwi i nie ukrywać niczego, co mogłoby być przyczyną kłótni i niesnasek. Chcemy sobie tego zaoszczędzić i nie tracić zaufania. To co daje nam także nasze podejście do finansów to spojrzenie na budżet domowy przez dwie osoby. Jeśli myślimy o „naszym budżecie” (wspólnym) to musimy swoje osobiste wydatki planować tak, aby NASZ budżet na tym jak najmniej ucierpiał. To pozwala również na uszanowanie potrzeb drugiej osoby. W przypadku podziału na „moje i twoje” skupiamy się wyłącznie na swoich pieniądzach i nie patrzymy na sytuację całościowo. A przecież chcemy liczyć się z drugą osobą, z którą mieszkamy i którą szanujemy, prawda?

Jak jest u Was z tymi finansami w związku? Mówicie sobie o wszystkich wydanych złotówkach? Ukrywacie wydatki przed małżonkiem/małżonką?

Zapisz

Zapisz